Recenzja

Wstęp

Jak tylko sięgam pamięcią, zawsze z niechęcią kierowałem swój wzrok w stronę horrorów nastawionych na akcję. Niezbitym bowiem faktem jest, że takie pozycje najczęściej okazywały się jedynie grami akcji, wypełnionymi mniej lub bardziej oklepanymi straszakami. Za przykład może tutaj posłużyć chociażby świetny Resident Evil 4, który mimo ogromnej przyjemności płynącej z rozgrywki, próbował straszyć w sposób wzbudzający jedynie uśmiech politowania. Takich przykładów znajdzie się jeszcze kilka. Pytanie czy F.E.A.R jest jednym z nich - w końcu tytuł do czegoś zobowiązuje, prawda?

Postanowiłem przyjrzeć się sprawie z bliska i sprawdzić czy rzeczywiście strach ma wielkie oczy.

Fabuła

Dla niektórych słowo widniejące w nagłówku, w połączeniu z gatunkiem FPS (do którego niewątpliwie należy F.E.A.R), brzmi niczym kłujący w uszy oksymoron i najprawdopodobniej przed oczami maluje się obraz bliźniaczo podobnych lokacji, całej armii identycznie wyglądających przeciwników oraz zdawkowej fabuły, będącej jedynie pretekstem do bezmyślnego klikania w myszkę. Z własnego doświadczenia wiem, że sama przynależność danej strzelanki do gatunku horroru wcale jej nie uszlachetnia i nie sprawia iż gra automatycznie staje się bardziej wartościowa. Wystarczy spojrzeć na pozycje takie jak Alien vs Predator 2, Doom 3 itp. Na szczęście Monolith Production poważnie podeszło do tematu i nie potraktowało gracza jak małe dziecko, dostarczając nam produkt z całkiem przyzwoitą dozą strachu, przy okazji okraszony nienajgorszą historią i przede wszystkim - szalenie grywalny. Bardziej szczegółowe rozwinięcie tematu już za chwilę, a teraz przejdźmy do sedna.

"W 2002 roku armia USA utworzyła tajną jednostkę do walki z paranormalnym zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego. Jednostka ta została nazwana First Encounter Assault Recon".

Ta krótka acz treściwa informacja oraz dosyć mroczne i zdecydowanie krwiste intro, w stu procentach oddają klimat całości, tym samym wprowadzając nas do gry. Dziewczynka rodem z The Ring, psychopata gustujący w ludzkim mięsie kontrolujący umysły całego bataloniu klonowanych superżołnierzy, zjawiska paranormalne i rzeź w budynku tajemniczej korporacji - trzeba przyznać, od samego początku gra potrafi zaciekawić rozwiązaniami i zaintrygować klimatem. Chwilę później wcielamy się w skórę agenta oddziału F.E.A.R i jak pewnie nie trudno się domyślić - naszym celem będzie schwytanie wcześniej wspomnianego psychola, znanego również jako Paxton Fettel. Misja z początku wydaje się dosyć prosta - pochwycić człowieka i zakończyć jego dotychczas nieznane, ale budzące grozy plany. Oddział lokalizuje Fettela po nadajniku, który wcześniej został mu wczepiony. Dostarczają protagonistę na domniemane miejsce pobytu celu, po czym wszystko zaczyna się walić, a gra stopniowo zapoznaje nas z tytułowym strachem. W tym miejscu należą się oklaski dla twórców, bowiem sposób w jaki będziemy straszeni, nie tylko nie polega na samych screamerach, ale ładnie wiąże się z samą fabułą (np. poprzez retrospekcje przyprawiające o gęsią skórkę czy liczne halucynacje z demoniczną dziewczynką w roli głównej). Nie zdradzając już nic na temat samej historii mogę powiedzieć, że nie została ona potraktowana po macoszemu i jako pretekst do dziesiątkowania armii wroga. Fabuła jest dosyć interesująca, miejscami całkiem oryginalna i myślę, że jak na FPS wypełnionego akcją po brzegi, prezentuje całkiem przyzwoity poziom. Szkoda tylko, że większości istotnych faktów musimy dowiadywać się z porozrzucanych w różnych miejscach laptopów, co moim zdaniem mogło zostać rozwiązanie w ciekawszy sposób. Kończąc tą część w dwóch zdaniach - bądźcie gotowi na historię o tajemniczych projektach wojskowych z "mrocznymi dziewczynkami" w roli głównej oraz oczywiście na sporą dawkę zjawisk paranormalnych.

Gameplay

Odwiecznych praw rządzącymi grami First Person Shooter nie trzeba nikomu tłumaczyć, jednak znajdzie się kilka elementów, które wyróżniają F.E.A.R spośród innych gier. Przede wszystkim należy wspomnieć o sztucznej inteligencji przeciwników. Żołnierze porozumiewają się ze sobą, sprawiając tym samym wrażenie dobrze zorganizowanej grupy, rozpraszają się, nie wchodzą pod lufę, wykorzystują zasłony terenowe i tak dalej. Można powiedzieć, że to standard, ale mimo wszystko nawet dzisiaj trafiają się gry, w których wciąż o tym się zapomina. Walka z przeciwnikami to sama przyjemność, pomijając nawet aspekt sztucznej inteligencji - twórcy uprzyjemnili nam ten element (który jakby nie patrzeć jest esencją tej gry) dodając slow motion. W prawdzie nie jest to czymś nowym, jednak tutaj sprawdza się wyśmienicie, w połączeniu z bardzo dobrym silnikiem fizyki, a co za tym idzie z efektami zniszczeń, krwią, ragdollem itp. Na plus trzeba zaliczyć również całkiem bogaty wybór bronii, różnorodnych przeciwników - od szeregowych żołnierzy zacznynając, poprzez opancerzone roboty, a na zjawach kończąc. Nieodłączną częścią gry są tutaj flashbacki, które uchylą nam rąbka tajemnicy oraz halucynacje. W przeciwieństwie do innych tego typu gier, tutaj powyższe elementy nie zostały użyte jako typowe screamery - oczywiście pojawiają się niespodziewanie i raczej nie mają na celu sprawić, aby gracz podskoczył na krześle, chociaż takich momentów też jest dosyć sporo. Rzecz jasna im dalej w las tym nieprzyjemne zjawiska przybierają na sile, żeby na końcu zaserwować nam rajd przez piekło.

Krótko o sprawach technicznych. Graficznie gra prezentuje się całkiem zjadliwie i nie kłuje w oczy marnej jakości teksturami, zwłaszcza, że na karku ma już 4 lata. Efekty takie jak postrzały, wybuchy, niszczenie otoczenia, slow motion, prezentują się po prostu dobrze. Z ustawionym poziomem trudności na średni, gra zapewniła mi 7 godzin przedniej zabawy (w tym czasie robiłem liczne screeny, co znacznie wydłużyło czas gry). Nie miałem większych problemów czy to z poziomem trudności (poziom apteczek na stałym poziomie 10 sztuk), a sytuacje, w których nie wiedziałem gdzie iść, można policzyć na palcach u jednej ręki. Najczęściej wystarczyło dobrze się rozglądać i zawsze znajdował się jakiś szyb wentylacyjny czy mało widoczne drzwi.

Podsumowując. F.E.A.R to bardzo grywalna gra ze świetnie wyważoną walką i elementami strachu. Nie irytuje, nie nudzi, a co najważniejsze nie wzbudza litości.

Muzyka

W tym aspekcie twórcy również nie zawodzą gracza. Ściężka dźwiękowa idealnie wpasowuje się w klimat gry, co udowadnia już nawet w samym menu. Całe szczęście nie ma tutaj jednego, tandetnego podkładu, który odgrywany jest w co straszniejszych momentach - jak to często bywa. Jeśli się nie myle, każda lokacja ma tutaj "swój" podkład, a każdy z nich był na tyle dobry, że nie raz zdzarzyło mi się stanąć w miejscu i wsłuchiwać się w nie dokładnie. Oprócz samej muzyki, która niewątpliwe ma duży wkład w budowanie klimatu, nie można pominąć odgłosów otoczenia. Mowa konkretnie o komendach wydawanych między żołnierzami, dzięki którym gracz czuje, że nie walczy z byle amatorami, przez co potyczki stają się jeszcze bardziej interesujące. Miód dla uszu.

Podsumowanie

Monolith Production udowodniło, że potrafi zrobić całkiem klimatyczny horror FPS, który trzyma w napięciu, a nawet od czasu do czasu wystraszy. Akcję i strach zbalansowano idealnie. Ciężko przewidzieć kiedy twórcy postanowią przyspieszyć nieco nasze tętno, a wymiana ognia z przeciwnikiem to sama frajda. Nie jest to może zbyt ambitna produkcja, oferuje raczej typowo amerykański sposób straszenia (może nie licząc "złej dziewczynki z długimi, czarnymi włosami :)), ale mimo wszystko warto sięgnąć po ten tytuł, jeżeli macie w zanadrzu wolny wieczór lub dwa.