Recenzja

Zawsze lubiłem, kiedy gry eksplorowały jakieś tematy tabu zwykle pomijane w grach. Manhunt był chyba pierwszym takim tytułem, roztaczając przed graczami kulisy tworzenia filmu snuff (ok, tak naprawdę nie wiem jak to wygląda i szczerze mówiąc nawet nie chcę wiedzieć). W pewnym stopniu robił to też SWAT 4, w niektórych misjach stawiając gracza twarzą w twarz z chorymi kultami religijnymi, zakopującym swoje dzieci w piwnicy, czy niezrównoważonymi psychicznie seryjnymi zabójcami. Sami przyznacie, że więcej adrenaliny do mózgu pompuje eksploracja piwnicy jakiegoś chorego maniaka rodem z filmu "Siedem", niźli czajenie się w dżungli na alieny? Człowiek zastanawia się wtedy, co musi siedzieć w umyśle takiego maniaka, że zdolny jest do popełnienia podobnych zbrodni. Ciekawe czy takie świrusy wiedzą, że są nienormalni. Może po prostu raz na jakiś czas, kiedy siedzą w domu i we własnym brudzie walą gruchę nad czasopismem o broni, nagle przerywają i mówią sami do siebie: "Wow, to niesamowite jaki ja właściwie jestem pojebany!". Najgorsze jednak jest, kiedy w grze takiej trafia się na efekty działań takich maniaków. Ponura tematyka, jednak na swój sposób fascynująca. Szkoda, że rzadko kiedy mamy z nią doczynienia w grach wideo. Rzadko, oczywiście nie znaczy nigdy...

Condemned: Criminal Origins to gra z gatunku survival horror, w ujęciu FPP, która opowiada historię młodego detektywa Ethana Thomasa, będącego na tropie seryjnego zabójcy. Przygodę zaczynamy na miejscu zbrodni, gdzie policja znalazła właśnie kolejną ofiarę. Szybko okazuje się, że sprawca nie uciekł daleko i w niefortunnym biegu wydarzeń zabójca odbiera broń Thomasowi i zabija z niej dwóch policjantów. Ethan, jako zbieg, musi teraz udowodnić swoją niewinność i ująć prawdziwego sprawcę, a także odkryć tajemnicę gwałtownego wzrostu przestępczości w mieście i agresywnego zachowania jego mieszkańców.

Nie da się ukryć, że gra dzieli wiele podobieństw z poprzenią produkcją studia Monolith - F.E.A.R. Najwięcej widać ich w sekcjach, gdzie bohater doświadcza dziwnych halucynacji, tudzież w technikach straszenia gracza. Bez obaw jednak - Condemned zdecydowanie bardziej stawia na przetrwanie niźli wartką akcję. Więcej czasu spędzimy tu czając się po ciemnych korytarzach, kurczowo ściskając w ręku jakieś tępe narzędzie w obawie, że lada chwila wyskoczy na nas zdziczały świrus, chcący blizej zapoznać nas z kostuchą. A na zaproszenie takie długo czekać nie trzeba. Nie dość, że zakapiory takie są nierzadko bardzo wytrzymałe, to jeszcze potrafią paroma ciosami gaz-rurką ukrócić nasz pasek życia w zastraszająco szybkim tempie. Na swojej drodze spotkamy ich całe szeregi, głównie są to bezdomni, czy drobe rzezimieszki, którym z niewyjaśnionych przyczyn nagle odwaliło i zaczęli atakować wszystko co się rusza, nawet siebie nawzajem. W ciągu całej gry powybijamy zęby naprawdę sporej liczbie takich delikwentów, jednak na szczęście plansze nie roją się od nich. Gra jest bardzo dobrze zbalansowana, dając dostatecznie dużo czasu zarówno na budowanie napięcia, jak i samą walkę.

Atmosfera jest iście przytłaczająca, w dużej mierze dzięki warstwie audio. Przez większy czas rozgrywki towarzyszyć nam będzie niezwykle ciężka i dronująca dark ambientowa muzyka, która w połączeniu z badzo sugestywnymi dźwiękami otoczenia, oraz dzikimi porykiwaniami naszych przeciwników tworzy smakowitą mieszankę, która działa na wyobraźnię. Dobrze, że twórcy przywiązali tak dużą wagę do ścieżki dźwiękowej, gdyż ta w horrorze stanowi połowę sukcesu w budowaniu atmosfery. Podobnie jest też w przypadku lokacji, jakie przyjdzie nam pozwiedzać. Opuszczone metro, kanały, stare, rozpadające się budynki, opuszczona ornażeria, to tylko niektóre z nich. Większość jest bogata w szczegóły i dobrze zaplanowana, a także posiada własny zestaw przeciwników, chociaż niektóre plansze są monotonne, łyse i mało ciekawe (jak np. kanały). Największe wrażenie robią miejsca codziennego uzytku, które zostały opuszcozne z tych czy innych powodów. Dzięki temu, że lokacje takie jak centrum handlowe, małe alejki, czy nawet wnętrze mieszkań i domów są nam bardzo znajome, strach jest tam dodatkowo spotęgowany i nawet po odejsciu od gry zostawia w głowie niespokojne myśli. Bo spotkanie typa spod ciemnej gwiazdy w ciemnym zaułku, czy wizja bandziora włamującego się do naszego domu wcale nie odbiega daleko od rzeczywistosci...

Fabularnie gra nieco rozczarowywuje. Nie będę oczywiście tu nic zdradzał, ale trzeba powiedzieć, że pomimo natury scenariusza, który podejmuje wspomniane wcześniej tematy tabu, takie jak seryjni mordercy, oraz szczegółowe ukazanie metod ich działania, chorych tortur i ludzkiej męki, to sama fabuła wcale jakoś specjalnie nie wciąga. Największym motorem napędowym rozgrywki pozostaje walka, oraz klimat, jednak historia jest zbyt niejasna i skąpo opowiadana, żeby gracz mógł się w pełni jej poświęcić. Widać tutaj inspiracje twórców filmami takimi jak "Siedem", czy "Milczenie Owiec", jednak jest to trochę zmarnowany potencjał, który mógł się stać się bardzo ciekawym konceptem.

Walka z przestępczością to ciężka robota, a Thomas doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Na szczęście z pomocą w egzekwowaniu prawa przyjdzie mu zestaw narzędzi, jak i trochę broni palnej. Dużym plusem gry, oraz elementem, który wyróżnia ją najbardziej spośród innych w gatunku FPS, jest system walki. Rzadko kiedy będziemy mogli uciec się do wymiany ognia, gdyż broń i amunicję znajdujemy tu niezwykle rzadko i w bardzo małych ilosciach. Zamiast tego przyjdzie nam stanąć oko w oko z diabłem, podczas potyczek na broń białą, zarówno tą zaimprowizowaną (noga od krzesła, gaz-rurka wyrwana ze ściany, deska, a nawet własne glany sadzone na mordy zakapiorom), jak i tą standardową (siekiera, łom, młot przemysłowy, tasak etc.). Walki takie są szczególnie efektowne, gdyż czuć tu siłę ciężkości, każde uderzenie ma swoją odczuwalną siłę kineyczną i kiedy zobaczymy, jak po solidnym ciosie koleś wypluwa własne zęby, to aż nasza własna szczęka nas zaboli. Oczywiście Ethan nie ogranicza się do samego machania przedmiotami, z pomocą przychodzi nam taser, szczególnie przydatny na większe grupy przeciwników. Jeden strzał z takiego opiekacza i koleś zaczyna lać pod siebie, dając nam szansę na szybkie wykończenie z buta. Także możliwe jest wykonanie tzw. finiszerów. Kiedy po paru ciosach przeciwnik zacznie słaniać się na kolanach, my z klawiatury numerycznej wybieramy numerek od 1 do 4 i wykonujemy na nim ostateczny cios. Czy to pociągnąć z bańki, czy skręcić kark, takie fatality wygląda wyjątkowo smakowicie.

Od czasu do czasu natkniemy się także i na trochę broni palnej, jednak amunicji do niej jest tu jak na lekarstwo, więc jak już takową się znajdzie, to lepiej oszczędzać naboje i zużywać je tylko w ostateczności. Trochę dziwnym rozwiązaniem jednak wydaje się być fakt, że nawet po zużyciu amucji w danej pukawce, nie możemy już jej schować do kieszeni i ewentualnie później uzupełnić magazynek. Jedyne o mozemy zrobić to albo ją wyrzucić, albo zacząć uderzać z kolby. Biorąc pod uwagę okoliczności, czy wy nie wolelibyście zatrzymać pistoletu czy strzelby na wypadek, gdybyśmy znaleźli amunicję...? Także chybionym pomysłem są zagadki polegające na znajdywaniu określonej broni (łopata, siekiera, młot przemysłowy, łom), za pomocą której będziemy mogli otworzyć zamknięte drzwi. Rozumiem, że łomem nie można rozbić np. drewnianych drzwi, jednak kto powiedział, że nie mogę otworzyć nim kłódki (którą to można rozbić tylko za pomocą młota). To samo w przypadku drzwi, które możemy rozbić tylko siekierą, ale młotem przemysłowym, który byłby równie przydatny w tej sytuacji już nie. Każda z tych broni ma swoje jedyne konkretne zastosowanie, co jest zwyczajnie absurdalnym rozwiązaniem.

Thomas, jako agent FBI i detektyw, oprócz pięści i ołowiu do walki z przestępczością używa swoich narzędzi śledczych i medycyny sądowej. Jest to całkiem ciekawa mechanika rozgrywki, gdzie od czasu do czasu, kiedy na ekranie pojawi się odpowiedni filter, reprezentujący instynkty śledcze Thomasa, mamy okazję powywijać po pokju różnymi zabawkami, takimi jak światło ultrafioletowe, aparat fotograficzny i różne narzędzia do pobierania próbek, wysyłanych bezpośrednio do laboratorium i analizowanych na miejscu przez naszą towarzyszkę, Rosę. Możemy poczuć się przez chwilę jak bohaterowie wspomnianego serialu, z tą różnicą, że oni nie musieli skanować obskurnej piwnicy jakiegoś psychola, po której pełzają jakieś pokraki.

W ogólnym rozrachunku, Condemned to ciekawa pozycja, która dla fana horroru będzie smakowitym kąskiem i zapewni solidną dawkę adrenaliny. Nie jest idealna, brakuje tu parę szlifów, oraz bardziej doprawcowanej fabuły, jednak mimo to wyróżnia się spośród innych horrorów paroma ciekawymi pomysłami, ciężkim i lepkim klimatem, niezłą grafiką, która niewiele się do dzisiaj zestarzała, oraz zdecydowanie nietypową tematyką.